Glossybox – czy warto?

Glossybox subskrybuję już parę dobrych miesięcy, a stało się to za sprawą mojej koleżanki z Berlina, która była nim wprost zachwycona i do momentu, kiedy sama nie dostałam swojego pierwszego pudełka, ciągle nie rozumiałam, skąd ten entuzjazm.

Dla tych którzy nie są w temacie, Glossybox to subskrypcja pudełek z kosmetykami, które przychodzą co miesiąc i zazwyczaj znajdziemy w nich pięć produktów. Oczywiście nie trzeba zapisywać się na pół roku czy rok z góry, można np. zamówić tylko jedną dostawę, aby przekonać się, czy to coś dla nas. Ja w Niemczech, za taką przyjemność płacę 15 euro miesięcznie i muszę przyznać, że cena jest bardzo korzystna w stosunku do tego co znajduję w środku.

Ale od początku… po zachwytach mojej koleżanki, byłam bardzo sceptycznie nastawiona i kompletnie nie rozumiałam, dlaczego mam wydawać pieniądze na produkty, które będą całkiem nietrafione, albo po prostu nie będę ich w danym momencie potrzebować. W każdym razie, nie wiem jak to się stało, ale nie zdążyłam się jeszcze dobrze przeprowadzić, a już byłam subskrybentką niemieckiego Glossyboxa :).  Stwierdziłam, że spróbuję chociaż na 1 lub 2 miesiące i sama ocenię, skąd ta fascynacja. I tak ten miesiąc trwa już ponad pół roku, a nawet gdy czasem jestem rozczarowana pudełkiem, to wciąż wygrywa chęć sprawdzenia co będzie w przyszłym miesiącu i tym sposobem przez cały ten czas nie przerwałam subskrypcji.

Okazało się, że Glossybox  to nie tylko świetna niespodzianka i wielka radość kiedy przychodzi pudełeczko, ale też doskonała okazja, aby popróbować nowości, których nigdy nie kupiłoby się samemu w sklepie. Największym zaskoczeniem jest dla mnie jednak fakt, że kosmetyki, które przychodzą w niemieckim Glossyboxie, to nie jakieś tam „odpadki” :). Zazwyczaj są to kosmetyki świetnej jakości, którym bliżej do high-endowych marek i częściej znajdziemy je w Douglasie niż w Rossmannie. Ja osobiście najbardziej upodobałam sobie markę benefit, z której dostałam już wiele produktów, ale z tego co pamiętam pojawiło się także Avène, Babor, Rituals, doucce, a także coś bardziej powszechnego i z niższej półki cenowej czyli L’Oréal, Avon, Catrice lub Pantene.

Jeśli można to tak nazwać, Glossybox to całkiem niezły biznes, ponieważ wartość kosmetyków z jednego pudełka, to nierzadko 70-85 euro, a tak jak wspominałam, płacę za nie 15 euro miesięcznie.

A co można znaleźć w środku?

Żeby pokazać Wam bliżej, jak właściwie to wygląda i co można znaleźć w środku, pokażę Wam moje ostatnie, lutowe pudełko, z którego jestem bardzo zadowolona. Było to Wolke Sieben Edition, w którym znalazły się:

  • Paletka Icon Mini z firmy Absolute New York- swoją drogą bardzo trafiona, poręczna, z neutralnymi cieniami w kolorze nude, złota i brązu
  • Wodoodporna mascara z firmy Naturalash, która stała się moim ulubionym tuszem wodoodpornym
  • Rodial Suede Lips, czyli pomadka z matowym wykończeniem- jeśli tylko trafimy w swój kolor, to bardzo polecam
  • Odżywcza maska do włosów DESSANGE Professional Hair Luxury Paris – zasługuje na 5+!
  • Nawilżająca pianka Bilou o zapachu Cotton Candy

Jeśli chodzi o ostatni produkt, to byłam bardzo zawiedziona, ponieważ zapach, który otrzymałam to wata cukrowa, jak się okazało nie do końca będący moim ulubionym :). Jednak przyjrzałam się bliżej samej firmie Bilou oraz ich produktom i inne zapachy wydają się być warte uwagi, znajdziemy m.in. Yummy Lemon, Pink Melon, Plummy Kisses, Lovely Peach, Creamy Mandarin, Tasty Donut i wiele innych, a więc sama koncepcja jest całkiem ciekawa. Wydaje mi się, że jeszcze wypróbuję inne, a przynajmniej kupię komuś na prezent, ponieważ opakowania tych produktów to szczerze najbardziej urocza rzecz na tym świecie :). Tak samo jak strona internetowa, http://www.bilou.de/en/, uwielbiam ten pomysł!

Wracając do samej idei Glossyboxa, krótko i na temat – ja jestem „za” w każdym aspekcie, uważam, że cenowo wypada świetnie, jakość kosmetyków jest powyżej oczekiwań, są bardzo trafione i nie mam w zasadzie takich, których bym nie używała. Nigdy nie spodziewałabym się, że co miesiąc będę miała z niego tyle radości i poznam nowości, które będą w stanie zastąpić moje ulubione produkty.

Mam nadzieję, że podobał Wam się wpis i dajcie znać, czy pokazać Wam produkty z moich kolejnych Glossyboxów!

3 komentarzy na temat “Glossybox – czy warto?

  1. Shinybox w Polsce za 49 PLN też jest całkiem spoko, podobno 😉 Tylko Aga co chwilę coś oddaje siostrze/mamie 😀

  2. Czad! Dzięki za wpis, na pewno skuszę się też na subskrypcję glossyboxa 🙂 zdradz proszę, czy przychodzi kurierem czy na paczkomat? Zazwyczaj w stałym czasie?

    1. Przychodzi Hermesem, a z czasem bywa różnie, kiedyś przychodziło na początku miesiąca, a teraz jakoś pod koniec, więc nie ma tu co liczyć na niemiecką solidność 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *